niedziela, 9 Grudzień 2018,
imieniny obchodzą: Aneta, Leokadia

Aktualności

A A A

Strona główna / Aktualności / Aktywna jesień życia

Aktywna jesień życia

data dodania: 2018-08-24 13:24:08

Z Janiną Krasoń, prezes zawierciańskiego oddziału Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Polsce, rozmawia Paweł Kmiecik

Skąd Pani pochodzi?

Janina Krasoń: Mieszkam w Zawierciu od ponad 50 lat, szkołę średnią kończyłam w Piotrkowie Trybunalskim.

Jakim miejscem do życia jest Zawiercie?

Zawiercie bardzo się zmieniło. Gdy tu przyjechałam, było inaczej, teraz po prostu to nie jest to samo miasto. A bywało się i w innych miastach, z zakładu pracy jeździłam z dziećmi nad morze, do wielu turystycznych miejscowości, tam też jest wszystko nie do poznania. Świat się zmienia, czas się zmienia, ludzie się zmieniają, ale nie wszystko na lepsze. Są duże kolejki do lekarzy, długi okres oczekiwania na leczenie w sanatorium, w urzędach osoby starsze nie są mile obsługiwane, jest jakaś niechęć do ludzi starszych. Poza tym według mnie kiedyś ludzie byli bardziej przyjaźni, dzisiaj każdy się obawia reakcji innych na swoje słowa. Telewizja, Internet jakoś zawładnęły tymi ludźmi, wydaje mi się, że nie są już tacy ufni wobec siebie.

Jest Pani optymistką czy pesymistką?

Myślę, że optymistką, choć oczywiście nie zawsze wszystko jest dobrze. Kiedyś było bardziej bezpiecznie mieszkać w mieście czy wyjść na ulicę, dzisiaj tak nie jest. Ludzie starsi obawiają się o swoje bezpieczeństwo nawet za dnia, nie mówiąc o tym, żeby gdzieś wieczorami wychodzili. To nie jest dobre. Poza tym młodzi nie mają pracy. To jest bardzo przykre, gdy wiele osób mówi, że pomaga swoim wnukom lub dzieciom, bo ci są bez pracy lub na zasiłkach.

Porozmawiajmy o zawierciańskim oddziale Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów. Jak zaczęło się Pani zaangażowanie w Związku?

Byłam na rencie inwalidzkiej i któregoś dnia przyszłam do zawierciańskiego koła po zaświadczenie na przejazd. Ówczesny prezes, Zenon Jopek, spytał, czy nie chciałabym zaangażować się w działalność. Stwierdziłam, że dam radę – to praca społeczna dwa razy w tygodniu, zaczęłam przychodzić. To był rok 1987. Angażowałam się w sprawy kultury i organizowania wolnego czasu, a więc wycieczki, wyjazdy, a później zajęłam się zbieraniem składek.

Kiedy powstał zawierciański oddział PZERiI?

W latach 60. Od tamtego czasu mamy siedzibę w Starostwie Powiatowym w Zawierciu. Nie płacimy czynszu, płacimy tylko za media. Nasi ludzie wiedzą, że zawsze tu jesteśmy w poniedziałki i czwartki od 9.00 do 13.00. Zawsze ktoś jest i pełni dyżur, nie mamy wakacji. W tej chwili w naszym oddziale rejonowym jest 1050 osób. W ramach oddziału funkcjonują koła w Pilicy, Kroczycach i Ogrodzieńcu.

Kto może być członkiem oddziału i jak do niego wstąpić?

Członkiem Związku może być każdy emeryt i rencista. Może wstąpić nawet gdy idzie na wcześniejszą emeryturę. Trzeba przynieść jedno zdjęcie, legitymację emeryta, no i zapłacić składkę, która wynosi 2,5 zł miesięcznie. Nie patrzymy na to, gdzie kto pracował, kim był, jaką ma emeryturę. Składka dla wszystkich jednakowa. W deklaracji nie żądamy, żeby ktoś nam napisał, jakie ma dochody.

Jaki jest główny cel działalności?

Nasza działalność polega na tym, żeby organizować życie kulturalne i zagospodarować wolny czas naszym członkom. Chcemy, żeby ludzie się zintegrowali, zapominali o chorobach, mieli okazję poznać się. Zdarza się tak, że nauczyciele spotykają się ze swoimi uczniami po latach, podobnie znajomi lub sąsiedzi, którzy wyjechali i długo się nie widzieli. Organizujemy dużo wycieczek, wyjazdów, spotkań okolicznościowych, takich jak spotkanie karnawałowe, integracyjne. Spotkanie z okazji Dnia Kobiet było w tym roku bardzo liczne, przyszło 140 pań. W maju odbył się wyjazd na wczasy do Włoch oraz do Chorwacji, w czerwcu – wczasy nad polskim morzem, z kolei na lipiec planowany jest tygodniowy pobyt w Krynicy Górskiej, a we wrześniu trzydniowa wycieczka do Budapesztu. W każdym roku w ostatnich latach robimy takie trzydniowe wycieczki. Dzięki tym wszystkim wyjazdom nasi seniorzy zwiedzają kraj i świat.

Pamięta Pani jakieś szczególnie ciekawy moment z któregoś z tych wyjazdów?

Bardzo duże wrażenie na mnie zrobiło Monte Cassino. Byliśmy również w Paryżu, w Luwrze, wyobrażałam sobie, że jest to miejsce w starym stylu, a to piękne, nowoczesne muzeum. Było co zwiedzać. Zawsze mamy przewodników, którzy posiadają sporą wiedzę, i ludzie się cieszą z tych wyjazdów. Byliśmy także na Lazurowym Wybrzeżu, w Chorwacji, w Pradze, Wiedniu, w Warszawie, w Rzymie, u ojca świętego w Watykanie, byliśmy na Monte Cassino, w Rimini. Te wyjazdy cieszą się dużą popularnością.

Czasem się mówi o misji, która przyświeca działalności danej organizacji czy instytucji. Jaką misję ma Polski Związek Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Polsce?

Jest nią integracja i aktywizacja środowiska seniorów. O tym, że jesteśmy potrzebni, świadczy napływ nowych osób do naszego związku. Ta integracja dokonuje się właśnie dzięki wyjazdom i spotkaniom. Ludzie czują się trochę lepsi, zdrowsi, przyjaźni dla siebie nawzajem.

W Zawierciu działa także Uniwersytet Trzeciego Wieku – czy w jakiś sposób konkurują Państwo ze sobą?

Dogadujemy się ze sobą – kiedy my robimy wczasy, oni robią je w innym terminie, gdy my jakieś spotkanie integracyjne, oni w innym terminie. Współpraca jest dobra. Nie chodzi tu o żadną rywalizację, chodzi o współpracę. Po prostu ludzie chcą się spotykać. Bardzo dobrze, że powstał Zawierciański Uniwersytet Trzeciego Wieku, tam jest nawet większy zakres spotkań, ponieważ działają różne kółka zainteresowań.

Co daje taka aktywność podczas etapu życia, który już jest nazywany przez np. Uniwersytet „trzecim”, a przez niektórych również czwartym wiekiem? Czy warto być aktywnym?

Jeżeli chodzi o mnie, to czuję się spełniona dzięki temu, co robię, czuję się potrzebna, mam satysfakcję, że mogę pomagać ludziom. Warto uśmiechać się do innych, być życzliwym, prawdziwym, a także być sobą, niczego nie udawać. Ludzie nas tu znają i wiedzą, że można do nas przyjść, wypić kawę, porozmawiać. Wydaje mi się, że gdy człowiek aktywnie żyje i działa, to nie myśli o różnych przykrych sprawach, tylko idzie do przodu. Ja np. nie czuję, że mam już tyle lat, ile mam obecnie (śmiech).

Czasem używa się w odniesieniu do osób będących w „trzecim wieku” także określenia „jesień życia”. Lubi Pani to sformułowanie?

Lubię. Jesień życia jest bardzo piękna. Wtedy człowiek ma już odchowane dzieci, czasem nawet odchowane wnuki, może zobaczyć świat i spokojnie cieszyć się tym wszystkim, co jest dookoła. Naprawdę jesień życia może być piękna, przynajmniej ja mam takie odczucie.

Czasem jednak się zdarza, że emeryci są bardzo zajęci i mówią: „nie mam czasu, jestem na emeryturze”. Czy Pani też tego doświadcza?

W tej chwili mam sporo wolnego czasu do zagospodarowania. Moi wnukowie są już dorośli, więc mogę się angażować w działania Związku. I robię to z przyjemnością. Mamy wspaniały zarząd, na którym zawsze mogę polegać.

Pełni Pani funkcję prezes od wielu lat. Czego nauczyła się Pani przez ten czas? ▸ Myślę, że teraz już postrzegam to wszystko bardziej spokojnie, niż kiedyś.

Rozumiem ludzi, rozumiem młodych. Warto znać języki, wyjeżdżać, zwiedzać świat – i staram to robić. Poza tym warto przy tym być sprawiedliwym, bo na kłamstwie to nie polega, nic się kłamstwem nie załatwi. Wydaje mi się, że trzeba być zawsze otwartym i prawdomównym.

Co lubi Pani robić w wolnym czasie?

Mam działkę, bardzo lubię na niej pracować, w ostatnim czasie czytam dużo książek, koleżanki wiedzą o tym, bo co jakiś czas coś mi przynoszą. Telewizję trochę oglądam, rozwiązuję krzyżówki, robię na drutach i bardzo lubię słuchać muzyki rozrywkowej, operetkowej.

Współczesnej też?

Też. U siebie w domu mam Radio Piekary nastawione.

Skąd się wzięło to zainteresowanie Śląskiem?

Po prostu podobała mi się ich mowa, ta gwara śląska, i to, że ludzie są bardzo uśmiechnięci. Ślązacy są przyjaźni i uśmiechnięci, bardzo przyjaźni, dla innych również.

Zawiercianie są jednak raczej Zagłębiakami.

Zagłębiacy to z kolei ludność bardziej wymieszana, dość różnorodna grupa, która przybyła z różnych części Polski, ja też przybyłam tutaj ze środkowej Polski. Do Zawiercia przyjechałam do męża, mój mąż też pochodził z tamtych stron. Nie było obaw o pracę, bo gdy przyjechałam do Zawiercia, to pracy było tu dużo.

Czym starała się Pani kierować w życiu?

Tym, że warto się uśmiechać, warto być życzliwym, trzeba się też uczyć całe życie, czytać dużo, stale zdobywać nowe informacje, nie można usiąść na laurach i nie robić nic. Z postępem trzeba jednak iść.

Jakie są Pani plany, te personalne i te dotyczące zawierciańskiego oddziału związku?

Chciałabym, żeby związek się rozwijał, żeby przystępowali do nas ludzie, aby nam ufali, żeby się cieszyli z naszych wyjazdów i byli dzięki temu szczęśliwi. Jako Związek obchodziliśmy 50-lecie w 2010 r. Ten związek ma już dość długą historię i mam nadzieję, że przeżyje nas. Kiedyś przyjdzie młodsze pokolenie i nas zastąpi, nikt z nas nie jest wieczny.

Dziękuję za rozmowę.

Zawiercianin 2014 nr 2 (19)

Autor: Paweł Kmiecik

Wydawca:

Centrum Inicjatyw Lokalnych
42-400 Zawiercie, ul. Senatorska 14

Pomóż nam rozwijać serwis:
1%

Podaruj 1% podatku
KRS: 0000215720