niedziela, 17 Styczeń 2021,
imieniny obchodzą: Antoni, Henryk

Aktualności

A A A

Strona główna / Aktualności / Żyć nie tylko dla siebie

Żyć nie tylko dla siebie

data dodania: 2020-07-10 11:35:19

W tym celu skierowałyśmy kilka pytań do nauczycielki historii w zawierciańskim Gimnazjum nr 1 i zarazem koordynatorki akcji „Dęby Pamięci” pani Marty Przybyły.

Zajmuje się aktywnością społeczną i zachęca do tego innych. Idąc do szkoły, wielokrotnie mijam dęby rosnące przed budynkiem. Zastanowiło mnie, kiedy i przez kogo zostały one posadzone oraz z jakiej inicjatywy. Wspólnie z moją koleżanką z klasy, Olą, rozpoczęłyśmy poszukiwanie informacji na ich temat. Szczegółowy opis znalazłyśmy na stronie internetowej szkoły. Pomimo tego postanowiłyśmy dowiedzieć się czegoś więcej. W tym celu skierowałyśmy kilka pytań do nauczycielki historii w zawierciańskim Gimnazjum nr 1 i zarazem koordynatorki akcji „Dęby Pamięci” pani Marty Przybyły.

P.K.:Jak długo działa Pani w Uniwersytecie Trzeciego Wieku w Zawierciu.

U.G:W uniwersytecie działam od początku. Jestem na liście tych 23 osób, które były w komitecie założycielskim. Tak się wtedy skrzyknęłyśmy, koleżanki z Huty, w której pracowałam i chciałyśmy coś zrobić, ponieważ musiałyśmy odejść na wcześniejszą emeryturę. Zaczął obowiązywać Hutniczy Pakiet Socjalny, do stażu pracy doliczyli nam studia, no i nie było zmiłuj się, trzeba było odejść. A człowiek był jeszcze pełen ochoty do pracy i nie było co z sobą zrobić. Gdy w Zawierciu powstał Jurajski Bank Żywności i Wsparcia, pracowałam w nim jako wolontariusz. Zajmowałam się sprawami magazynowymi, pozyskiwaniem różnych towarów dla ludzi biednych, których wspomagaliśmy. Ale po czterech latach bank został rozwiązany, ponieważ nie mieliśmy sponsorów. Na jednym z pierwszych zebrań organizacyjnych ZUTW zostałam członkiem trzyosobowej komisji rewizyjnej.

P.K.:Jak więc powstał pomysł utworzenia UTW w Zawierciu.

U.G.Pomysł  zrodził się u koleżanki Jadwigi Pluty (pierwszej prezes ZUTW), ponieważ ona miała znajome osoby w innych UTW na Śląsku. I one, jak to koleżanki, nawiązały bliższy kontakt i wymieniły się doświadczeniami. Wymieniłyśmy się nawet projektami statutu, no i tak powoli się zaczęło. Miałyśmy spotkania, na których próbowałyśmy to wszystko zorganizować, choć żadna nie miała doświadczenia. Doszłyśmy do wniosku, że coś takiego jest potrzebne choćby dlatego, żeby wypełnić ten wolny czas, który mamy. No i stało się, 4 kwietnia 2007 roku ziściło się nasze marzenie, ZUTW został zarejestrowany, a potem to już jakoś samo poszło. Po rejestracji wszystko nabrało tempa. Nawiązałyśmy kontakt z Uniwersytetem Śląskim, z panią dr Heleną Hrapkiewicz, która wygłosiła u nas wykład inauguracyjny.

P.K.:Rozwój był szybki.
 
U.G.:Z każdym rokiem mieliśmy coraz więcej sekcji. Zastanawialiśmy się w pewnym momencie, czy w ogóle nie wstrzymać przyjęć, bo nie jesteśmy w stanie podołać. Obecnie jest 570 osób. Początkowo zarząd był 5-osobowy, teraz jest 7-osobowy i mamy naprawdę dużo pracy. Wszyscy oczywiście pracujemy społecznie. Najpierw zorganizowaliśmy chór, żeby nas jakoś zaprezentować. Z początku było chyba 15 osób, w tej chwili jest już 29-osobowy. Posiadamy również reprezentacyjny Teatr Integracyjny, który prowadzi Józef Niedźwiecki. Obecnie posiadamy już ponad 20 sekcji tematycznych, w których każdy ze słuchaczy znajdzie coś dla siebie.

P.K.:Czasem mówi się o osobach w trzecim wieku, używając określenia „jesień życia”. Czy Pani się z tym zgadza, czy raczej stara się unikać takiego sformułowania? Czym może być ten czas? Czy musi być „jesienny”.

U.G:Jeżeli jest jeszcze po jesieni zima, to może tak.Jesień to taki okres przejściowy. Dopóki liście nie opadną, nie uschną, to jeszcze jest kolorowo i wesoło. Myślę, że gdyby zapytać kogokolwiek z uniwersytetu, to nikt nie powie, że czuje się staro. Podam taki przykład: mieliśmy w zeszłym roku wycieczkę do Zakopanego.Jedna z pań, mająca 80 lat, spóźniła się na miejsce spotkania. Czekaliśmy na nią ponad pół godziny.Ona pomyliła termin wyjazdu, bo miała prawo zapomnieć, ale proszę sobie wyobrazić, że godzinę po naszym przyjeździe do Zakopanego ona też tam dojechała.Tak się zmobilizowała, że autobusem czy pociągiem dotarła na miejsce. Była z nami w kontakcie cały czas, a nikt jej nie przywoził z rodziny, sama poradziła sobie ze wszystkim i dotarła na miejsce pobytu. Na obiad się spóźniła, ale na kolację zdążyła.

P.K.:Trzeci wiek trochę tak, jak trzecia młodość.

U.G.:Można tak powiedzieć. Co do „trzeciej młodości”, to u nas nawet kilka par się skojarzyło  wdowiec plus wdowa. A więc może doczekamy się jakiegoś wesela.

P.K.:Między innymi dlatego warto być aktywnym, nawet wtedy, kiedy już skończy się pracę zawodową, jest się na emeryturze i można odpoczywać.

U.G.:Przede wszystkim właśnie dlatego, bo to jest bardzo przygnębiające, gdy siedzi się w domu samemu i nie ma co z sobą zrobić. Wtedy człowiek tylko rozmyśla albo ogląda seriale. Niekiedy popada w depresję i czuje, że coś go boli. A gdy musi wyjść z domu np. na jakąś gimnastykę, wykład czy chociażby spacer z kijkami, to chociaż coś boli, zapomina się o bólu.
 
P.K.:Ciężko byłoby żyć bez działania, bez pracy, bez zajęć.

U.G.: Tak mi się wydaje. Mnie byłoby bardzo ciężko, dlatego że w moim przekonaniu zbyt wcześnie przymusowo odeszłam z pracy. A byłam przyzwyczajona do działania. Kilkakrotnie chciałam złożyć rezygnację ze swojej funkcji w UTW, bo miałam wrażenie, że mnie to przerasta, ale z drugiej strony pomyślałam: co ja będę wtedy robić. Moja aktywność społeczna trwa od młodości  jeszcze w czasie studiów pracowałam społecznie w studenckim radiu Ligota, najpierw jako spikerka, potem jako kierowniczka.

P.K.:Czym się Pani interesuje.

U.G.:Pasji mam bardzo dużo. Języki obce, muzyka klasyczna, operetkowa i operowa. Chętnie poszłabym na warsztaty plastyczne, ale po prostu już czas nie pozwala. Lubię tworzyć coś z niczego i był czas, że bardzo dużo szydełkowałam, robiłam na drutach. Kiedyś też malowałam, ale trzeba było coś wybrać, bo nie ma czasu na zajmowanie się wszystkim, życie jest zbyt krótkie. Zaczęłam pisać książkę, ale nie będę jej drukować, tylko rodzinie ją przekażę.

P.K.:A o czym jest ta książka.

U.G.:O dziejach rodziny na tle dziejów Zawiercia, można tak ogólnie powiedzieć.Pomysł na ich spisanie powstał, gdy pojawiła się „Kronika XX wieku”, a poza tym w rodzinie męża była kronika rodzinna. Mój świętej pamięci mąż był szóstym w kolejności potomkiem Gemela, który przyjechał z Lotaryngii, a z kolei trzeci w tej linii zaczął pisać kronikę. I to mnie zmobilizowało dlaczego ja nie mogłabym czegoś takiego o swojej rodzinie napisać. W 1995 r. zaczęłam pisać najpierw kronikę, ale gdy zrobiło się z tego sześć olbrzymich kronik, przestałam i przelałam to do komputera. Ponieważ cała moja rodzina była rodziną hutniczą związaną z Hutą Zawiercie, począwszy od dziadka, potem moi rodzice, ja i mój brat, no i moje dzieci, to Huta była ważnym składnikiem tej opowieści. Pisałam o tym, jak się Huta rozwijała, co się w niej działo i zapisywałam to po kolei. A wszystko to wraz z losami mojej rodziny.Z początku było chaotycznie, bo jeszcze nie było wiadomo, jak to wszystko poukładać, ale potem było łatwiej.Spisywałam to na zasadzie pamiętnika

P.K.:Jak Pani pamięta Zawiercie z lat 50., 60., 70.

U.G.:W młodości przez 25 lat mieszkałam w hutniczych kamienicach, które są na Wartach przy ulicy Okólnej 12. W dzieciństwie centrum Zawiercia było dla mnie czymś niewyobrażalnie odległym, a podróż tam stanowiła prawdziwą wyprawę, gdyż nie było żadnej komunikacji. Wozili nas wówczas do szkoły nr 5 wozem zaprzężonym w konie  to była taka platforma przykryta brezentem, a w niej ławki. Oczywiście wszystko się diametralnie pozmieniało. W tej chwili tam, gdzie na Wartach mieliśmy ogródki, są domki jednorodzinne. Biurowiec Huty wybudowano, kiedy miałam kilkanaście lat. Pamiętam też, jak jechałam do Pierwszej Komunii Świętej do jedynej wtedy parafii  dziś bazyliki. W hucie były konie, więc czasem wypożyczano bryczki na różne cele również na komunię. Później zaczęłam chodzić do technikum ekonomicznego. Był wtedy problem z dojazdem, autobusy jeździły jak chciały, o mało co na maturę się nie spóźniłam, bo po drodze mijałam przejazd kolejowy, którego już teraz nie ma (a pod nim jestprzejście podziemne). A przejazd był zamknięty.

P.K.:Chodzi o przejazd na Powstańców Śląskich.

U.G.:Tak, obok poczty na rogu ulicy Kościuszki i 3 Maja. Teraz jest tam przejście podziemne, a kiedyś był przejazd. Po prostu ulica Paderewskiego szła dalej, przechodziła w Powstańców Śląskich i Górnośląską aż do Wojska Polskiego. Przy ulicy Górnośląskiej istniało kiedyś technikum ekonomiczne. W październiku 2004 r. jeszcze udało nam się zrobić pamiątkowe zdjęcie, a tydzień czy dwa później już wyburzyli ten budynek, tuż przed 70. rocznicą utworzenia „Ekonomika”.

P.K.:Co było po maturze.

U.G.: Rodzice byli przeciwni studiom, bo tatuś sam pracował na 4-osobową rodzinę. Poszłam więc do technikum, żeby wcześnie podjąć pracę. Jednak pani dyrektor Bartolewska stwierdziła, że z tak dobrymi stopniami, jakie miałam, nie można iść do pracy, trzeba się uczyć dalej, no i poszłam na studia. Zdawało nas dziesięć osób z klasy, dostałyśmy się tylko 2 do Katowic i 2 do Krakowa na studia dzienne. I tam potem się zaangażowałam we wspomniany radiowęzeł, robiliśmy różne fajne audycje. Nagrywaliśmy w podziemiach akademika efekty dźwiękowe do audycji, fajna zabawa to była.

P.K.:Nie myślała Pani nigdy o dziennikarstwie, skoro udzielała się w studenckim radiu.
 
U.G.: No więc właśnie chcieli mnie w to wciągnąć. Jest taka miejscowość Soczewka koło Warszawy, i mieliśmy tam pojechać na warsztaty dziennikarskie, ale to było akurat w momencie, gdy przygotowywałam się do ślubu. A ponieważ cywilny wzięliśmy w Zawierciu, a kościelny u męża w Piotrkowie Trybunalskim, więc trochę przygotowań było. I dlatego mnie dziennikarstwo ominęło. Choć wybitnego talentu raczej nie miałam.

P.K.:Na koniec pytanie trochę patetyczne, ale jak najbardziej poważne czy ma Pani jakieś przesłanie dla młodych.

U.G.:Żyjcie nie tylko dla siebie dobro wraca, bo jeżeli coś się zrobi dla kogoś, to ktoś to doceni, nieraz po pewnym czasie. Pamiętam też motto z pewnej bajki, które przyświecało nam w działalności Jurajskiego Banku Żywności i Wsparcia: „Grosz dany w potrzebie  złotym wróci do ciebie”. Stosuję tę zasadę i na każdym kroku odczuwam. Od młodości nie powinno się zamykać w sobie, ale myśleć o całym otoczeniu, w którym się jest. Zrobić coś dla niego, coś, co po nas zostanie. Bo to jest chyba najważniejsze, żeby zostawić coś po sobie. Żyć nie tylko dla siebie.

Artykuł srchiwalny rozmowa Pawła Kmiecika 

Zawiercianin Wiosna 2014 nr 1 (18)

Wydawca:

Centrum Inicjatyw Lokalnych
42-400 Zawiercie, ul. Senatorska 14

Pomóż nam rozwijać serwis:
1%

Podaruj 1% podatku
KRS: 0000215720