wtorek, 21 Listopad 2017,
imieniny obchodzą: Janusz, Regina

Aktualności

A A A

Strona główna / Aktualności / Koło się toczy – już 50 lat

Koło się toczy – już 50 lat

data dodania: 2011-10-07 12:03:37

„Dobrowolna, samorządna i niezależna organizacja społeczno-zawodowa kobiet wiejskich działająca w ramach organizacji kółek rolniczych”. To oficjalna definicja Koła Gospodyń Wiejskich według Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych. – „To wspaniała rozrywka i oderwanie się od codzienności” – tak natomiast mówi o Kole z Rzędkowic jego sekretarz, Zofia Bednarska.

Pan w średnim wieku, stojąc na środku sali przodem do gromadki kobiet w wieku emerytalnym, gra na instrumencie dętym. Tuż obok pozostała część kapeli przygrywa skoczną melodię, do której tańczą kobiety. Pod oknem długi stół, a na nim talerze z ciastem, wędlinami i mnóstwem innych smakołyków. Tak wygląda opis jednego ze spotkań Koła Gospodyń Wiejskich z Rzędkowic. Jednak ich przebieg jest znacznie bardziej żywiołowy i interesujący, niż ten suchy opis. To Koło kręci się bowiem bardzo żwawo.

Magnetyzm

– „Czasem gdy wybieram się na zebranie Koła, mąż mruczy: »oho, poniedziałek, znowu idziesz do remizy!«” – mówi Janina Myga, przewodnicząca KGW z Rzędkowic. I faktycznie, chodzi – już od około 40 lat. Samo rzędkowickie Koło Gospodyń Wiejskich ma historię niewiele dłuższą.

Powstało w 1961 r. z inicjatywy Teresy Odjaz, lokalnej nauczycielki, która – jak mówi pani Janina – „zaszczepiła bakcyla tej inicjatywy”. Aktualna przewodnicząca sprawuje swą funkcję od prawie czterech dekad. I choć myśli o przejściu na „emeryturę” z tej funkcji i odejściu z Koła, to jednak coś „jeszcze ciągnie mnie do niego”. – „To nasze Koło kręci się wspaniale, mamy zgrane i wesołe kobiety, które chcą pracować. To właściwie główne centra kultury na wsi: KGW i straż pożarna” – mówi Janina Myga.

Teresa Piec, członkini KGW, opowiada: „Mieszkam tu ok. 40 lat, a pochodzę z Kroczyc. Jakiś czas po przyjeździe, jako młodziutką mężatkę, zaangażowała mnie przewodnicząca – i tak zostałam aż do dziś”. Stanisława Gajek, zastępczyni przewodniczącej, ze śmiechem komentuje: „I nie pozwolimy, żebyś odeszła!”. Żadna z pań nie zamierza jednak odchodzić z Koła.

Pani Stanisława deklaruje: „Koło jest wszystkim: rozrywką, spotkaniem z najbliższymi, relaksem, nauką, bo wzajemnie uczymy się różnych rzeczy. Ja tym Kołem żyję!”. Jak dodaje Janina Myga, KGW istnieje dzięki życzliwym ludziom. Należą do nich m.in. Janina Smoleń, dyrektor szkoły w Rzędkowicach, a także członkowie Kapeli Jurajskiej, z liderem Ryszardem Powązką na czele. Kapela Jurajska towarzyszy Kołu podczas prób tanecznych i występów.

Wyjść z domu

– „Chcemy kultywować kulturę, którą otrzymałyśmy od naszych babć, a poza tym to jedyne źródło naszej rozrywki – mówi Stanisława Gajek. – Jedna osoba opowiada o swoich problemach, druga o swoich, a spotkanie kończy się wspólnym śpiewem”.

Spotkania takie odbywają się co tydzień, w czwartki. W okresie letnim – w remizie, a zimą w szkole, gdzie panie z Koła Gospodyń Wiejskich mają swoje pomieszczenie. Jak jednak wspominają członkinie, nie zawsze na spotkania było tyle czasu, ile jest teraz. – „Kiedyś było tak, że spotykałyśmy się ok. 22:00, po tym, jak skończyłyśmy wszystkie zajęcia w gospodarstwie – mówi przewodnicząca Koła – a rozchodziłyśmy się do domów ok. 23.00. Teraz nie mamy pola do uprawiania i krów, więc spotykamy się o godzinie 18:00”. Pomimo dużej liczby zajęć, czas na Koło znaleźć się musiał. I znajdował.

Dzięki wspólnej działalności mają okazję lepiej poznać sąsiadów i całą okolicę oraz – jak mówią – przejść na wyższy etap znajomości. – „To nie jest tak, jak w mieście, że można mieszkać obok siebie, w jednej klatce schodowej, lecz nie znać nikogo – my tu się znamy wszyscy. Jesteśmy zgrane dziewczyny i jeśli nie spotkamy się w którymś tygodniu, to już tęsknimy za sobą” – opowiada pani Teresa.

Wspólne sprawy i sukcesy

50-letnia działalność to także sukcesy i wyrazy uznania dla aktywnych pań z Rzędkowic. – „Tylko w ostatnich latach możemy się pochwalić zdobyciem pierwszego miejsca w Szczekocinach podczas przeglądu wszystkich Kół Gospodyń Wiejskich z regionu zawierciańskiego – wspomina Stanisława Gajek. – Zajęłyśmy pierwszą lokatę wśród aż 28 kół biorących udział w tym przeglądzie, więc nasza satysfakcja była ogromna. Wygrałyśmy również w 2009 r. podczas konkursu tradycyjnych potraw, który odbył się w Żarnowcu”.

Poczucie sukcesu i zadowolenie towarzyszą jednak nie tylko spektakularnym nagrodom i wyróżnieniom. Czasem dotyczą niewielkich spraw i działań. Mogą nimi być choćby prace przy tworzeniu palm wielkanocnych czy wieńców na dożynki i inne okazje.

– „Zajmuje to około 2-3 dni intensywnej pracy, a potrzeba do tego kilku osób – o przygotowaniu wieńca opowiada Teresa Piec. – Na początku robi się konstrukcję, najczęściej z drutu, którą się oplata. Kobiety przygotowują wiązanki i bukieciki, składające się z kwiatów i kłosów. Później przykładane jest to do całości, obwiązywane i oplatane. Jednego roku zajęłyśmy miejsca pierwsze i trzecie w konkursie wianków z kwiatów polnych”.

Sukcesem w tym przypadku są więc nie tylko laury na różnego rodzaju konkursach i przeglądach. Ważne jest również to, że udało się coś zrobić razem.

Ciągle w ruchu

Główny sezon publicznej działalności Koła Gospodyń Wiejskich z regionu rozpoczyna się w marcu od spotkania wszystkich kół w Miejskim Ośrodku Kultury w Zawierciu. Kończy natomiast we wrześniu, w Pilicy. W międzyczasie są święta majowe, odpust, przegląd kół w czerwcu, piknik we Włodowicach i dożynki.

Wkrótce KGW obchodzić będzie 50. rocznicę powstania. Zanim to nastąpi, jak relacjonuje przewodnicząca, panie zamierzają uszyć typowo regionalne stroje. – „Jeśli uda nam się zgromadzić trochę pieniędzy, to się tym zajmiemy. No i mamy nadzieję, że uda nam się wybrać do Chorzowa i tam wystąpić” – opowiada przewodnicząca, mając na myśli Wojewódzki Przegląd Zespołów Regionalnych Kół Gospodyń Wiejskich.

Poza tym od dłuższego czasu rzędkowickie Koło stara się o postawienie figury diabła przy okolicznych skałach. Diabeł ma byś symbolem tego miejsca. Dlaczego akurat on? – „Słyszałam o legendzie, wedle której ten diabeł to był szlachcic uwodzący panny z okolicy. W końcu wszystkie się zgadały i przywiązały go do skał” – opowiada Janina Myga.

– „Koło się ciągle toczy – żartuje pani Stanisława Gajek. – Ani szprychy nie wylatują, ani obręcz nie spada. Jedzie się dobrze!”.

Paweł Kmiecik


______________________
Tekst pierwotnie ukazał się w kwartalniku „Zawiercianin” nr 8. Cały numer można pobrać i przeczytać tutaj.

Wydawca:

Centrum Inicjatyw Lokalnych
42-400 Zawiercie, ul. Senatorska 14

Pomóż nam rozwijać serwis:
1%

Podaruj 1% podatku
KRS: 0000215720