niedziela, 17 Styczeń 2021,
imieniny obchodzą: Antoni, Henryk

Aktualności

A A A

Strona główna / Aktualności / Bez sportu ani rusz

Bez sportu ani rusz

data dodania: 2020-07-09 13:08:41

Młodość podobno kończy się wtedy, gdy miejsce marzeń zajmują wspomnienia. Zbigniewa Ginalskiego ten problem z pewnością nie dotyczy.

Młodość podobno kończy się wtedy, gdy miejsce marzeń zajmują wspomnienia. Zbigniewa Ginalskiego ten problem z pewnością nie dotyczy. Ma odwagę nie tylko marzyć, ale również realizować marzenia. A wszystkiemu „winien” jest sport, bez którego  jak mówi bohater tekstu  w życiu ani rusz. Obecnie mieszkaniec Rzędkowic jest 75-latkiem, lecz swoją pasję odnalazł nieprędko, bo dopiero w wieku lat pięćdziesięciu. Miał wtedy poważne problemy z wagą. Przy wzroście 175 cm ważył 100 kilogramów. Żartuje, że było to spowodowane tym, iż jego żona wspaniale gotuje. Do pewnego momentu otyłość zupełnie mu nie przeszkadzała. Jak wspomina, wciąż spotykał grubszych od siebie, co było doskonałą wymówką. W końcu jednak zapadła decyzja, że z nadwagą trzeba zacząć walczyć. „Zainspirowała mnie głośna wówczas akcja Tomasza Hopfera »Bieg po zdrowie«. Skłoniło mnie to do przemyśleń. Zainteresowałem się tematem i wkrótce zacząłem biegać. Ze względu na nieumiejętne podejście do treningu odnosiłem liczne kontuzje. Nikt mi nie powiedział jak mam biegać, zresztą nikogo o to nie pytałem. Bieganie jest przecież proste. Amatorskie uprawianie sportu bardzo często prowadzi do kontuzji. Przeczytałem wiele fachowej literatury, rozmawiałem z całą masą wybitnych sportowców. Ciągle wprowadzam jakieś poprawki. Okazuje się, że bieganie wcale nie jest takie łatwe. Każde postawienie nogi jest ważne, odpowiednie ułożenie stopy ma znaczenie. Zrozumiałem, że w ten sposób wiele nie ugram, nabawię się tylko kolejnych kontuzji. Zacząłem szukać bardziej odpowiedniego sportu. I tak trafiłem na triathlon”  opowiada pan Zbigniew. Jego zdaniem triathlon to właściwy sport dla ludzi starszych. Pod wieloma względami jest znacznie trudniejszy niż samo bieganie, bo wymaga większej sprawności fizycznej. Jednak jego największym atutem jest urozmaicony trening, który daje możliwość manewru. Kiedy zaczynamy odczuwać przecią- żenia związane z bieganiem, możemy przenieść się na basen lub rozpocząć trening kolarski. To pomogło panu Zbigniewowi uporać się z częstymi kontuzjami, a jego nowa pasja wreszcie zaczęła przynosić efekty. Jak mówi, w amatorskim uprawianiu sportu najgorszy jest pierwszy miesiąc. Brakuje wiary i zaangażowania, nie ma się ochoty trening. Jednak jeśli ten pierwszy miesiąc uda się przetrwać, z każdym następnym sytuacja diametralnie się odmienia  nie ma już nic waż- niejszego niż sport. Tak właśnie stało się w przypadku Zbigniewa Ginalskiego.„Zacząłem startować w zawodach. Początkowo na wszystkich towarzyszyła mi żona, ponieważ odbywały się one w okolicy. Później ruszyłem w Polskę”  kontynuuje opowieść. Skromnie podkreśla, że są ważniejsze rzeczy w życiu niż liczenie jego startów, jednak z całą pewnością było ich kilkaset. Mnóstwo jest również sukcesów. Pierwszym i jednym z najważniejszych było zrealizowanie celu, który rozpoczął całą przygodę ze sportem po nadwadze nie ma już śladu. Marzeniem pana Zbigniewa jest powrót do wagi ze szkoły średniej  67 kilogramów. Był już bardzo blisko, jednak przeszkodziła kontuzja. Nie ma jednak mowy o złożeniu broni. Kontuzja została wyleczona, a cel ciągle jest w zasięgu ręki. To jednak nie wszystko. Bohater artykułu odnosi całą masę sukcesów czysto sportowych. Wśród licznych pucharów, które dumnie się prezentują, zajmując niemal całą meblościankę w domu pana Zbigniewa, możemy również odnaleźć Kronikę Polskiego Sportu. Opisuje ona wszystkie najważniejsze wyniki w historii, w tym również sukcesy Zbigniewa Ginalskiego. Na pytanie, które zwycięstwo jest dla niego najważniejsze, z uśmiechem wraca do roku 2000.  „Miałem wtedy 62 lata i pobiłem wszystkie rekordy ze szkoły średniej. Na przykład mój licealny wynik w biegu na 1000 metrów to 3 min. 7 sek. Mając 62 lata przebiegłem ten dystans w 2 min. i 58 sek. Wcześniej nie pomyślałbym nigdy również, że kiedyś lekko zrobię 100 pompek. Po sześćdziesiątce nie sprawiało mi to problemu. Wydaje mi się, że miała na to wpływ ta specyficzna, okrągła data. Rok 2000 musiał zadziałać mobilizująco. Startowałem wtedy w mistrzostwach polski w Chęcinach, gdzie spotkałem dwóch świetnych zawodników, którym wcześniej  mówiąc kolokwialnie  mogłem czyścić buty. Byli to Andrzej Jabłoński i Józef Wrona. Wygrałem z nimi”. Jednym z ważniejszych czynników, które wpływają na sukcesy pana Zbigniewa, jest jego przywiązanie do odpowiedniej diety. Rano szklanka wody z miodem i cytryną, w okresie letnim sałatka z pokrzywą  to już niemal rytuał. Poza tym mocno przemyślany jadłospis, dopasowany do treningu. „Kiedy jedziemy zatankować samochód, byle czego tam nie wlejemy, bo zależy nam na tym, żeby silnik pracował jak najdłużej. Jeśli natomiast chodzi o to, czym sami się żywimy, często jest nam wszystko jedno. Nie przykładamy wagi do jakości posiłków. To błąd tłumaczy pan Zbigniew. Nie ogranicza się wyłącznie do triathlonu. Tuż za domem zbudował niewielki kort tenisowy. „Zachęcam wszystkich do gry w tenisa. Zwłaszcza młodych!.Znalazłem już odpowiedź na pytanie, dlaczego ten sport jest taki popularny. Gdzie indziej niż na korcie, można poznać atrakcyjnego i do tego majętnego partnera żartuje. Mimo poczucia humoru, do kwestii edukacji młodzieży podchodzi z dużym zaangażowaniem. Nauczył pływać już ponad setkę dzieci. „To duża satysfakcja, kiedy widzi się, że można pomóc młodym. Dziś sport jest nieco lekceważonym elementem w procesie wychowania dziecka”. Sport to jednak nie jedyna pasja pana Zbigniewa. W piwnicy ma ponad 300 litrów wina. Jak na abstynenta to całkiem sporo. Ponadto można z nim prowadzić długie rozmowy o historii, której jest wielkim entuzjastą. Zbigniew Ginalski zarówno w sporcie jak i w życiu osiągnął bardzo wiele. Nie sposób podsumować wszystkich jego sukcesów. Zresztą to jeszcze nie czas na podsumowania. Najlepiej świadczą o tym jego słowa: „Byłem 18 razy mistrzem polski w swojej kategorii wiekowej  i to nie koniec! Startuję dalej i zobaczymy, co z tego będzie”.

Artykuł archiwalny rozmowa Bartłomieja Kluszczyńskiego 

Zawiercianin Zima 2013 nr 3 (16)

Wydawca:

Centrum Inicjatyw Lokalnych
42-400 Zawiercie, ul. Senatorska 14

Pomóż nam rozwijać serwis:
1%

Podaruj 1% podatku
KRS: 0000215720