wtorek, 21 Listopad 2017,
imieniny obchodzą: Janusz, Regina

Aktualności

A A A

Strona główna / Aktualności / Andrzej Stróżecki – aktywnie przez życie

Andrzej Stróżecki – aktywnie przez życie

data dodania: 2010-11-09 08:30:21

Andrzej Stróżecki, fot. Michał Demel

Andrzeja Stróżeckiego nie sposób przedstawić w jednym zdaniu. Nie sposób też opisać jego zasług bez podziwu. Nie sposób nie zazdrościć. Pan Stróżecki to człowiek bardzo aktywny i tą aktywnością pragnie dzielić się z innymi. I choć nie sposób za nim nadążyć, warto podjąć to wyzwanie. Rozpiera go energia i radość życia. O tym wszystkim mówi w rozmowie z Eweliną Bednarz.

Cieszę się, że mam możliwość odbycia z Panem kolejnej wycieczki, tym razem trochę mniej męczącej, ale, mam nadzieję, równie pasjonującej. Zacznijmy od samego początku. Skąd wzięło się Pana zamiłowanie do turystyki i poznawania przyrody?

Andrzej Stróżecki: Już na studiach zaangażowałem się w działalność Oddziału Międzyuczelnianego Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, a miłością do turystyki zaraził mnie kolega z akademika. Urządzaliśmy wspaniałe wycieczki… Następnie podejmowałem szereg prac związanych z moim wykształceniem w różnych regionach Polski. Szczególnie pamiętam czas, gdy miałem możliwość poznania i podziwiania uroków Bieszczadów. Przemierzałem samotnie te regiony, dzięki czemu miałem doskonały kontakt z przyrodą. Dwa razy w życiu na swej drodze spotkałem rysia, raz wilka… Dwa lata odsłużyłem też w wojsku.

A zawiercianinem jestem od pokoleń, więc i z Zawierciem związałem się najbardziej. Trzy lata pracowałem jako inspektor nadzoru przy rozbudowie huty. Niestety prześladował mnie pech, dlatego zmieniłem miejsce pracy. Poza pracą zawodową bardzo zaangażowałem się w działalność w PTTK. To pochłonęło mnie tak bardzo, że ożeniłem się dopiero mając 52 lata [śmiech].

Przyznam, że trudno było mi przedstawić Pana naszym czytelnikom w jednym zdaniu. Pozwoli Pan zatem, że poproszę  o pomoc i więcej szczegółów.

A.S.: Po studiach działałem w Komisji Turystyki Górskiej Oddziału Międzyuczelnianego PTTK. Podjąłem się też funkcji zastępcy kierownika obozu wędrownego w Tatrach. Wraz z podjęciem pracy przyszedł czas na przynależność do Koła PTTK przy Zakładach Chemicznych w Oświęcimiu oraz do oddziału „Bieszczady” w Lesku. Natomiast członkiem zawierciańskiego oddziału jestem od roku 1963, pełniąc od 1965 równocześnie funkcje sekretarza trzech komisji: turystyki pieszej, górskiej, narciarskiej. Po dwóch latach wszedłem w skład Zarządu Oddziału, przez 6 lat pełniłem funkcję wiceprezesa, a w latach 1983-84 oraz od 1996 nieprzerwanie po dzień dzisiejszy jestem jego prezesem. W międzyczasie byłem także współzałożycielem Klubu Turystyki Pieszej „Ostańce” (rok 1965), który z czasem przekształcił się w wielodyscyplinowy Klub Turystyczny „Ostańce” – Klub ten prowadzę do chwili obecnej.

Wracając natomiast do członkostwa i działalności w PTTK dodam, że byłem również członkiem wojewódzkich komisji turystyki narciarskiej i pieszej, ochrony przyrody, biegów na orientację oraz członkiem Zarządu Wojewódzkiego PTTK i przewodniczącym Zespołu ds. Zagospodarowania Jury przy Zarządzie Wojewódzkim PTTK w Katowicach. Zaznaczyłem również swoją obecność przez 5 czteroletnich kadencji w Prezydium Komisji Turystyki Narciarskiej Zarządu Głównego PTTK (będąc też jej przewodniczącym) i w Komisji Turystyki Pieszej ZG PTTK.

Założyłem także koło Polskiego Klubu Ekologicznego w Zawierciu oraz przez 12 lat prezesowałem Oddziałowi Miejskiemu Ligi Ochrony Przyrody w Zawierciu.

Skupmy się zatem na Polskim Towarzystwie Turystyczno-Krajoznawczym. Prosiłabym o podstawowe informacje, bo zdaję sobie sprawę, że tak bogatą historię i działalność trudno jest ująć w kilku zdaniach.


A.S.:
Najważniejszą rzeczą jest to, że PTTK skupia ludzi, których łączy wspólna pasja i zamiłowanie w trosce o skarby przyrody i kultury. PTTK to najstarsze tego typu stowarzyszenie w Polsce. Powstało z połączenia Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego  i Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Od samego początku (rok 1950) PTTK rozwija i upowszechnia krajoznawstwo i turystykę kwalifikowaną we wszystkich jej formach, popularyzuje wiedzę o najbardziej atrakcyjnych turystycznie regionach Polski oraz promuje je w kraju i poza jego granicami. Zrzesza blisko 70 tysięcy członków, którzy tworzą Oddziały PTTK – terenowe jednostki Towarzystwa, posiadające osobowość prawną. Obecnie w Polsce działa około 315 takich oddziałów. Historia zawierciańskiego oddziału rozpoczyna się 4 czerwca 1910 roku. Na jego przykładzie widać, jak zarząd ściśle współpracuje z innymi organizacjami, które kierują się podobnym tokiem myślenia, m.in. z Towarzystwem Miłośników Ziemi Zawierciańskiej i innymi zagłębiowskimi oddziałami PTTK.

Mam nadzieję, że za zasługi został Pan doceniony?


A.S.: Posiadam wiele dyplomów i odznaczeń. Najcenniejsze z nich to Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski oraz tytuł Członka Honorowego PTTK, którym zostałem wyróżniony jako jedyny zawiercianin w historii PTTK.

Które ze swych osiągnięć uznaje Pan za najważniejsze?


A.S.: Nieskromnie powiem, że niezwykle satysfakcjonujące jest dla mnie posiadanie tytułów honorowego przodownika w czterech dyscyplinach turystyki: górskiej, narciarskiej i pieszej oraz biegów na orientację, przy czym w tej ostatniej dodatkowo posiadam zaszczytny numer 001.

To, że nieprzerwanie od 14 lat jestem prezesem naszego oddziału PTTK, jest niewątpliwym sukcesem. Myślę więc, że sprawdzam się zarówno w tej roli, jak i w roli organizatora, bo za największe osiągnięcia w tym okresie uważam zorganizowanie w 1998 roku II Ogólnopolskiego Nizinnego Zlotu Przewodników, w 2000 r. obchodów 50-lecia PTTK na Zamku w Ogrodzieńcu – przy współpracy z oddziałem PTTK z Lublina, a w 2006 r. ogrodzienieckiej części ogólnopolskich obchodów 100-lecia powstania Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Ponadto w latach 2001 i 2009 byłem Komandorem Ogólnopolskich Wysokokwalifikowanych Rajdów Pieszych „Jura 2001” z udziałem 558 uczestników i jubileuszowego 50. „Jura 2009” z prawie 400 uczestnikami na czterech trasach czternastodniowych.

Jak dzieli się Pan swoją wiedzą i doświadczeniem?


A.S.: Od początku moich przygód piszę bardzo dużo. Publikuję w wielu gazetach i jestem autorem wielu map i przewodników, a o poradę i współpracę prosiło mnie wiele wydawnictw.

Czy woli Pan przemierzanie naszych okolic czy może bardziej odlegle miejsca?


A.S.: Każdy zakątek naszego kraju jest interesujący. Z Jurą jestem bardziej związany ze względu na wkład pracy w wytyczanie i odnawianie szlaków turystycznych, organizowanie rajdów i wycieczek. Ale kierowałem również trasami rajdów narciarskich „Sudety” czy „Wędrówki Północy” na Suwalszczyźnie, prowadziłem też trasy na Narciarskim Rajdzie Tatrzańskim, ale w tej chwili przestawiłem się na narciarstwo śladowo-biegowe. Nie jestem wówczas uzależniony od wyciągów. Jadę tam, gdzie mi się podoba. Cenię swobodę wyboru.

Dodam jeszcze, że największym wyzwaniem było prowadzenie tras rajdów narciarskich w Estonii i na Litwie. Nie miałem dokładnych map, ani nie znałem języka! Ale lubię takie wyzwania. Mam orientację w terenie i to jest dla mnie podstawą. Biegałem na orientację w terenie, dlatego praca z mapą jest dla mnie tak ważna.

Proszę zatem opowiedzieć o tym coś więcej.

A.S.:
W swoim dorobku mam opracowanie 8 map specjalistycznych do biegów na orientację. Praca nad taką mapą jest ogromna. Kosztuje wiele energii i wysiłku. Na przykład mapa przygotowana na Sztafetowe Mistrzostwa Polski w 1989 r. – których byłem też organizatorem – to 30 dni pracy w terenie. W tej chwili jeśli ma się GPS, sprawa wygląda prościej. Dopóki tworzyłem mapy, wygrywałem większość zawodów. W tej chwili jest coraz gorzej. Startuję zresztą rzadko i łapię się na tym, że jest fatalnie.

Przebiegł Pan wiele dodatkowych kilometrów, ale jednak nie poddał się Pan i pewnie nigdy tak nie robi?

A.S.: Nie, nie poddaję się. Chociaż sprawność już nie jest taka, jak kiedyś. Teraz sędziuję wszystkie nasze  regionalne biegi na orientację dla szkół podstawowych, średnich i gimnazjów.

Zatem sport i turystyka łączą pokolenia?

A.S.:
Łączą. Dowodem jest moja ostatnia wędrówka. Na trasie spotkałem harcerki z Opola, które wymieniły się ze mną adresami e-mailowymi. Poprosiły, żebym dał im znać, jak będę coś fajnego organizował. 

A czy zawiercianie mają potencjał, aby podołać tym wszystkim wyzwaniom?

A.S.: Sportowy nie do końca. Turystyczny – niewiele osób. Jest coraz gorzej. Widać to po szlakach. Kiedyś były bardzo wydeptane. W tej chwili na szlakach pieszych częściej widzi się rowerzystów. Turystyka piesza raczej upada. Drugą sprawą jest to, że choć robimy rajdy dla młodzieży, np. „Przebiśniegom na spotkanie”, „Jesień Jurajska”, „Dzieciaki na szlaku”, to najczęściej korzystają z nich tylko szkoły podstawowe. Nie dziwi mnie to. Widzę, że z biegiem lat turystyki jest coraz mniej  i mniej. Uzasadniam to przyzwyczajeniem do wygody i biernym odpoczynkiem. Kiedyś telewizji było mniej, komputerów w ogóle i młodzież się ruszała. A w tej chwili zasiądzie w fotelu, mięśnie zanikają i jakikolwiek wysiłek przekracza ich możliwości. I to jest bardzo niebezpieczne. Ja jestem dobrym przykładem, że sport to zdrowie, mam 73 lata i wielu nie może dotrzymać mi kroku.

Wydaje mi się, że Pana zainteresowania są ponadczasowe i uniwersalne, a osobowość i charakter są doskonałą przepustką, by łączyć a nie dzielić.

A.S.: Sport i turystyka mają dużo do zaoferowania. A ja dodam, że dla każdego coś się znajdzie. Jeśli ktoś nie lubi chodzić, albo nie ma pieniędzy na sprzęt narciarski, mogę śmiało zaproponować spływy kajakowe.

A co z planami i marzeniami na przyszłość?

A.S.: Organizacja kolejnych rajdów i wycieczek. Mam już swoje lata, ale o śmierci jeszcze nie myślę.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę Panu dalszych sukcesów. A czytelnikom – aby byli w stanie za Panem nadążyć.

Wydawca:

Centrum Inicjatyw Lokalnych
42-400 Zawiercie, ul. Senatorska 14

Pomóż nam rozwijać serwis:
1%

Podaruj 1% podatku
KRS: 0000215720